Węgry

W tym kraju na każdym kroku ktoś oferował nam wsparcie. Od drobnych gestów typu uścisk dłoni starszej pani, która nie mówiła, ani słowa po angielsku, ale na migi tłumaczyła, że jak miała 19 lat to sama kiedyś jeździła motocyklem. Po inne miłe zdarzenie, jakie miało miejsce… pomoc nieznajomego mężczyzny w naciągnięciu łańcucha w VanVanie Karoliny. Męczyłyśmy się ze śrubą ponad 20 min., aż tu nagle za naszymi plecami wyrósł nasz bohater…. W naszych sercach na długo pozostanie także pewna Pani, która wyciągnęła do nas pomocną dłoń, gdy już traciłyśmy nadzieje na znalezienie noclegu, ale o tym, kiedy indziej 😉

p.s.

Mi ten kraj także, będzie się kojarzył z „efektowną” jazdą Karoliny, która o mały włos nie przysporzyła mnie o zawał serca.

Relacja dzięki Samsung.

Ten wpis został opublikowany w kategorii wyprawa i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz